Moje fanaberie, czyli historia pewnego pierścionka

Przy pierwszym dziecku wszystko jest słitaśne i rozczulające, bo pierwsze, bo tyci tyci, bo takie słodkie. Przy drugim ten szał trochę mija, zaczynasz racjonalnie patrzeć na świat i dochodzisz do wniosku, że twoje dziecko nie potrzebuje pierdyliarda sukieneczek czy bucików, bo i tak połowy z nich nie zdąży założyć. Ale za to przy drugim dziecku mam wrażenie, że mogę kupować czy robić to, czego przy pierwszym się bałam.

Fanaberia pierwsza – chusta

Gdy Lena była malutka uważałam to za zbędny wydatek. Nie rozumiałam, jak można wydać taką kupę pieniędzy na kawałek materiału. Jednocześnie też przerażało mnie noszenie noworodka, a co dopiero wiązanie chusty z dzieckiem! Nosiłam ją więc na rękach, tłumacząc sobie, że przecież tak też dam radę.

Jednak przy Filipie pomyślałam, że czemu nie. Układanie noworodka do odbicia nie wzbudzało we mnie już lęku, że mi się wyślizgnie. To może i ten kawał materiału udałoby się zawiązać. A wolne ręce, przy biegającej 3-latce, nie powiem – na wagę złota. Poczytałam, kupiłam, poćwiczyłam, pokochałam. Nie do tego stopnia, żeby wydawać na chustę kilkaset złotych. Zwykły pasiak z Little Frog w zupełności zaspokaja potrzeby moje i… mojego dziecka. Filip w chuście usypia, a ja mam wolne ręce, żeby zrobić zakupy, porysować z Leną czy… napisać dla Was ten wpis 🙂

Fanaberia druga – spanie z dzieckiem

Zarówno Lenę, jak i Filipa karmię od początku piersią. Wiąże się to z tym, że i w nocy wstaję częściej, niż mamy butelkowe. Tak, wiem, podobno maluchy na piersi też przesypiają całe noce. Moje do nich nie należą. I Lena, i Filip mają wbudowane zegarki, by w nocy budzić mnie co 2-3 godziny. Z Leną odkładanie jej do łóżeczka to był prawie mój punkt honoru. Więc karmiłam, przysypiałam na chwilę, przerażona budziłam się, myk do łóżeczka, ja do swojego, 5 minut i powtórka karmienia. Wstawałam niewyspana, ale mogłam spać w dzień razem z nią.

Z Filipem niestety nie mogę pozwolić sobie na tyle drzemek w ciągu dnia – bo ile starsze dziecko może jeść frytki na obiad, a i kosz na pranie ma ograniczoną pojemność (choć mój mam wrażenie – jest bez dna…). Tak więc jak biorę go do siebie na pierwsze karmienie, tak już zostaje ze mną do rana. Chwała nam za to, że kupiliśmy duże łóżko i mieścimy się na nim (czasem) i w czwórkę. Jak sardynki w puszce 🙂

Fanaberia trzecia – Miś Szumiś i tym podobni przyjaciele

Ale ponieważ o tym pisałam już we wcześniejszym wpisie, nie będę się powtarzać. Zainteresowanych zapraszam tutaj.

Fanaberia czwarta – jem, co chcę

Przy Lenie bardzo mocno uważałam na to, co jem. I stosowałam tą słynną dietę matki karmiącej. W pierwszym miesiącu jej życia jadłam w zasadzie ciągle makaron z kurczakiem albo rybę na parze. Tym razem, mądrzejsza i bardziej doedukowana, wiedziałam że mogę jeść wszystko. I tak robiłam. Uważałam tylko z silnymi alergenami, bo tata Filipa jest uczulony na wszystko (dobrze, że nie na mnie :P).

Fanaberia piąta – pierścionek

I tym sposobem dotarliśmy do głównego punktu dzisiejszego wpisu. Kupiłam sobie pierścionek. Zwyczajny, kilka cyrkonii i jedna perełka. Sekret tkwi właśnie w tej perle – zatopiona w niej jest kropla…mojego mleka! Tego samego, którym 10 miesięcy karmiłam córkę, a teraz wykarmiam syna.

Pi

 

Pierścionek: www.nie-zapominajka.pl
Paznokcie: Mobilne Studio Urody „Madlen”

Nie-zapominajka robi takie cuda z kropli mamowego mleka albo… kikuta pępowinowego! Czaicie?! Sama jestem w szoku, że zdecydowałam się na taki gadżet, tym bardziej, że nie jestem matką fanatyczką cycem wojującą. Ale Filip jest ostatnim planowanym 😉 dzieckiem, nigdy już nie doświadczę tego uczucia, więc dlaczego nie…?

Patrząc na dzieci zaczynam dostrzegać, jak szybko mija czas. Zdaję sobie sprawę, że to ostatnie bezzębne uśmiechy, ostatnie pobudki w nocy, ostatnia główka pachnąca mlekiem. I staram się chłonąć to wszystko.

A Wy macie jakieś swoje macierzyńskie fanaberie?

 

Facebookgoogle_pluspinterest

3 Comment

  1. Joanna says: Odpowiedz

    Ja mam dokładnie takie same fanaberie jak Ty! Pierścionek, ten sam wzór, który Ty masz zażyczyłam sobie na dzień matki..mój pierwszy 🙂

    A z takich jeszcze innych to naszą fanaberią jest BUJANNIE!! Tak tak….dobrze widzicie, wlaśnie bujanie. Jakoś moje dziecko od bujania w kołysce i na rękach nie uzależniło się i nie zdziczało….uwielbiam te teksty…nie bujaj, nie noś, nie dotykaj bo się przyzwyczai!! 😀

  2. Oj tak, właśnie spoglądając na dzieci doświadczamy jak szybko wszystko przemija, jak dzieci dorastają a my stajemy się coraz starsi.

  3. […] wypróbować przy pierwszym dziecku, za to zdecydowałam się sprawdzić je przy drugim – o tutaj. Było o chuście, spaniu razem, szumiących zabawkach i mlecznej biżuterii. Dziś mogłabym […]

Dodaj komentarz