O czekaniu i strachu, którego nie życzę nikomu

Kiedy byłam w ciąży i ktoś pytał mnie, czy chcę chłopca czy dziewczynkę, odpowiadałam tak jak większość – byle było zdrowe. Tak naprawdę wypowiadałam to trochę automatycznie, nie zastanawiając się i nie myśląc, że coś może być nie tak. Po dwóch USG prenatalnych, po 10 punktach, które Filip otrzymał po porodzie byłam przekonana, że jest zdrowym, silnym chłopcem. A jednak… Czułam się jakby zawalił mi się świat, gdy pewnego dnia wyciągnęłam ze skrzynki list z Instytutu Matki i Dziecka z Warszawy…

Badania przesiewowe

Będąc w szpitalu każdy noworodek badany jest w kierunku kilkunastu chorób wrodzonych, w tym mukowiscydozy, fenyloketonurii czy chorób metabolicznych. Krew pobierana na specjalną bibułę wysyłana jest do regionalnych ośrodków zajmujących się badaniami przesiewowymi. I na tym najczęściej kończy się ta „przygoda”. Jeśli wszystko jest w porządku, nikt się z tobą nie kontaktuje. A gdy dostaniesz list lub telefon – mówili – no to bój się Boga.

Dlatego też drżącymi rękoma otwieralam kopertę i bałam się tego, co tam przeczytam.

Rzadkie choroby metabolizmu

Okazało się, że u mojego syna jest podejrzenie jednej z wielu bardzo rzadkich chorób metabolizmu. Wrodzonej, genetycznej. Trzeba było wykonać powtórne badanie i to jak najszybciej, bo choroba nieleczona jest straszna w skutkach. Poczułam się jakby świat nagle stanął na głowie. Nic nie było ważne. Przepłakałam dobrych kilka godzin. Jednocześnie szukałam w internecie wszystkiego na temat tych chorób. Początkowo nie wiedziałam, którą chorobę podejrzewali – bałam się, że chodzi o mukowiscydozę albo tą drugą straszną… Dopiero z czasem doszłam do tego, że chodzi o bardzo rzadkie choroby metabolizmu, których nazw nie jestem nawet w stanie powtórzyć.

Trzeba czekać

Najgorsze w tym wszystkim było czekanie – 3 tygodnie na wynik! Wyobraźcie sobie normalnie funkcjonować w tym czasie… Starałam się odgonić myśli i zepchnąć je w najdalszy kąt głowy. Jednocześnie czytałam wszystko o tych badaniach (czego wam nie polecam jeśli jesteście w takiej sytuacji). Starałam się sobie tłumaczyć, że tak często jest, że może pomyłka, że może wynik zaburzony przez moją cukrzycę. Patrząc na mojego synka nie wierzyłam, że może być chory – był taki pogodny… Zaraz jednak pojawiała się myśl, że wszystkie te choroby nie dają objawów w pierwszych tygodniach życia. Jednym słowem – koszmar.

Wreszcie przyszedł wynik…

W końcu, po prawie 3 tygodniach, znowu znalazłam w skrzynce list z IMiD. Z bijącym sercem rozrywałam kopertę, by przeczytać:

Dlaczego tak się stało?

Kamień spadł mi z serca, szczery uśmiech powrócił, a ja wciąż nie wiem, dlaczego wcześniejszy wynik był podwyższony i na pograniczu norm. Może w szpitalu krew została pobrana za wcześnie? Może to przez jego rumień toksyczny, który miał zaraz po porodzie? A może po prostu bibuła była brudna? Nie wiem.

Ale wiem jedno – nikomu nie życzę tego, co ja przeżywałam przez ten czas… Niepokój, strach, najczarniejsze myśli… Cała ta sytuacja przypomniała mi jednak, co w życiu jest najważniejsze. Pokazała, że mogę liczyć na moich najbliższych i ze choćby nie wiem co, to w rodzinie siła.

Facebookgoogle_pluspinterest

1 Comment

  1. Nawet nie wiedziałam, że coś takiego robią. Dobrze, że wszystko skończyło się dla was pozytywnie.

Dodaj komentarz