Kilka prostych zasad w macierzyństwie

Nie wiem jak Ty, ale ja czasem mam takie dni, że najchętniej wysadziłabym się w kosmos. Wszystko idzie nie tak, kawa nie smakuje, obiad się przypala, a ja zastanawiam się jak to możliwe, że jeszcze nie zamknęli mnie w Tworkach. Dlatego mam dla Ciebie kilka prostych zasad, które pomogą Ci przygotować się na te „gorsze” dni. Takie prawa Murphy’ego w macierzyństwie. Wiedząc o nich będziesz w stanie przygotować się na najgorsze 😉

Kiedy młodsze dziecko zaśnie, starsze akurat wtedy wybierze do zabawy najgłośniejsze zabawki jakie ma

Usypiam, noszę, bujam. Bo ząbki, zły dzień, duszno. Udało się, zasnął. Wiedząc jednak, że nie sztuką jest uśpić – sztuką jest odłożyć, obchodzę się z nim delikatniej niż z jajkiem. Uff, udało się, jeszcze tylko wyjąć spod niego rękę i oddalić się bezszelestnie. I właśnie kiedy stawiam ten ostatni krok, dzielący mnie od kanapy – trututu – moja córka w pokoju obok wyciąga trąbkę. Nieważne, że nie używała jej od miesięcy. Nieważne, że ma stertę puzzli do układania, a ciastolina aż się prosi o lepienie. Przecież braciszek zasnął, to AKURAT TERAZ trzeba poćwiczyć z tą trąbką/gitarą/bębenkiem…

Pora na kupę i siku w okresie zimowym jest zawsze tuż po ubraniu się na sanki

Wyobraź sobie – za oknem zima jak z obrazka: śnieg, grube płatki lecące z nieba, delikatne promienie słońca przebijające się przez skrzący lód na gałęziach drzew. Aż czujesz zapach kawy Jacobs ze świątecznej reklamy, a w głowie nucisz „Last christmas”. Myślę sobie „A kij z tym, że pranie, że obiad, że prasowanie. Dziś będę matką roku! Wezmę dzieci na sanki! Sama! Będziemy lepić bałwana, patrzeć sobie głęboko w oczy, cieszyć się życiem jak ci z reklamy jogurtów, co żrą je co rano w białych szlafrokach i mają biszkoptowego labladora”. Wcielam więc plan w życie, zanim dotrze do mnie, jak bardzo naiwna jestem. Ubieram najpierw siebie, coby dzieci się nie spociły. Pytam czy siku czy kupa. Nie nie mamusiu. Przewijam młodsze. Karmię młodsze. W międzyczasie podtykam parówkę starszemu, bo głodne. Ubieram starsze – spodnie na śnieg, sweter, kurtka, czapa, szalik, rękawiczki. Czuję stróżki potu na tyłku. Ubieram młodsze – ten nieszczęsny kombinezon, szalik, rękawiczki i czapeczka. Ryk, bo czapeczka. Widzę, pręży się, ale jakoś dziwnie. Oho, kupa idzie. Zaczynam rozbierać młodsze. W tym czasie starsze oznajmia „Mamo siku”. Rozbieram starsze. Starsze po zdjęciu spodni śniegowych oznajmia „Jednak nie mamusiu, nie siku”. Ubieram ponownie starsze. Po zapięciu kurtki słyszę „…nie siku mamusiu, bo jednak kupka”. !@#$! Mam dość. Matką roku zostanę w inny dzień.

Istnieje duże prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, ze dziecko zaśnie ci w aucie o 17:30

Odchamiam się. Idę do ludzi. A raczej jadę. Autem, jak cywilizowana matka. Dzień wśród ludzi mija zaskakująco sprawnie. Bez większych ekscesów. Nawet zauważam, że nie zdziczałam tak bardzo. Pora wracać. Śmieszki heheszki, nagle z tyłu cisza. Śpi. Godzina? 17:30. Nawet jeśli przeniosę do łóżka, to nie wiem – budzić czy nie budzić? Prześpi do rana, czy o 23 obudzi się wyspana? Shit. Ten ból, gdy dziecko zasypia o 17:00 prędzej czy później pozna każda matka 🙂

Czego byś nie zrobiła – ONE wiedzą lepiej

Noszę w chuście? Boże, przecież mu niewygodnie tak zwinięty, ściśnięty. Noszę na rękach? Plecy se zniszczysz. Karmię piersią? No po co mu tego cycka tak często dajesz! Karmię butelką? Co z ciebie za matka, że nie cyckiem! Ma czapeczkę? Za gorąco mu. Bez czapeczki? Jak to bez czapeczki?! Mogę to mnożyć i mnożyć, ale pamiętaj – czego byś nie zrobiła – ONE, inne matki, i tak wiedzą lepiej i twierdzą, że dla takich jak ty jest osobne miejsce w piekle.

Rysunki na ścianie pojawią się tuż po zakończeniu remontu

Możesz mieć ścianę z tablicówką w każdym pokoju. Możesz mieć wielki arkusz papieru rozłożony na podłodze. Możesz mieć kredę do rysowania po chodniku. Ale wiedz jedno – zawsze, gdy tylko odnowisz kolor w salonie, Twoje dziecko postanowi sprawdzić, czy tak jak zapewnia producent – farba jest odporna na ścieranie.

Zawsze zapomnisz czegoś zabrać w dłuższą podróż z dzieckiem

Choćbyś wzięła cztery walizki, piętnaście siatek, zapełniła bagażnik dachowy i miała wrażenie wkładając to do auta, że grasz w tetrisa level hard, to i tak czegoś zapomnisz. Pół biedy, jak to będą pieluchy – bo to można kupić. Ja kiedyś nie zabrałam… stelaża do wózka i całe miasto popylałam z 8-kg dzieckiem w foteliku samochodowym. No średnio przyjemne.

Dziecko obudzi się akurat w momencie, gdy sięgniesz po kubek z kawą

Kiedy śpi w najlepsze, nic nie jest w stanie go obudzić, myślę sobie, że to dobry moment zjeść śniadanie. Albo napisać dla ciebie jakiś wpis. I właśnie wtedy, gdy biorę laptopa na kolana, albo sięgam po pierwszy gryz kanapki – mój syn donośnym krzykiem oznajmia mi, że nie tym razem…

Twojego dziecka nie obudzi młot pneumatyczny za oknem, ale obudzisz go Ty, odchodząca na palcach od łóżeczka

Za oknem mógłby być armagedon, a jego nic nie ruszy. Śpi w najlepsze. Kiedy więc zakradnę się zobaczyć, czy w ogóle oddycha – oddycha, no a jak – i spokojnie postanowię oddalić się na paluszkach, bezszelestnie, to jego obudzi właśnie to skrzypnięcie podłogi…

Sąsiad zacznie kosić trawę/wiercić w ścianie/szaleć przez twe oczy twe oczy zielone, akurat wtedy, gdy Twój ząbkujący maluch zaśnie po dwóch godzinach płaczu

Cóż mogę więcej powiedzieć – true story…

Nie staraj się – to i tak ci upadnie!

Śpi? Śpi. To jeszcze po cichutku, pomalutku schowam kubek do szafli. Delikatnie otwieram drzwiczki, kurcze no, paczka po czipsach, trzeba ją ostrożnie przesunąć. Nie wyrzucam do kosza, bo zaszeleści. Pewnie z tego samego powodu teraz leży tam od tygodnia w szafce a nie w śmieciach. Odsuwam, odsuwam, już prawie, tuż tuż i… JEB! No skąd miałam wiedzieć, że pod nią leżał nóż?!

Istnieje duże prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że choć raz podczas okresu karmienia piersią, zapomnisz schować cyca idąc otworzyć komuś drzwi

Są dni, szczególnie na początku, kiedy karmi się non stop. Maraton nocny, maraton w ciągu dnia. Najczęściej wyglądało to tak, że leżałam razem z dzieckiem i tylko boki zmieniałam do karmienia. Pewnego dnia z mojego mlecznego letargu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zerwałam się, nie bardzo wiedząc o co kaman, pobiegłam otworzyć. Paczka do mnie. Kurier jakiś taki czerwony, ale pewnie zgrzał się, bo musiał na trzecie piętro w tym labiryncie biegać. Podpisałam, odebrałam, zamknęłam drzwi, spojrzałam w lustro. Cyc na wierzchu. Pozdrawiam pana kuriera z Pruszkowa – matka polka karmiąca spod 33.

Choćbyś przygotowała się na wszystko, to i tak znajdzie się coś, co cię zaskoczy 🙂

Bo macierzyństwo to taka niekończąca się przygoda. Jedna wielka niewiadoma. Nieważne, czy jesteś mamą pierwszy, drugi czy piąty raz. Zawsze zdarzy się coś, co cię zaskoczy. I to w tym wszystkim jest najpiękniejsze.

 

Facebookgoogle_pluspinterest

Dodaj komentarz