Rodzinne dialogi VII

Lenka jest teraz niczym chodzące radyjko, więc mam nadzieję, że będę na bieżąco rozbudowywać tą kategorię na blogu. Jeśli chcecie poczytać nasze wcześniejsze rodzinne dialogi – zapraszam tutaj.

 

Lenka bawi się z babcią ukladanką na magnesiki, w której zakłada się laleczkom ubranka. Zmienia, przebiera, ściąga, zakłada i tak dobre 15 minut (co przy temperamencie Leny jest rzadko spotykane). W końcu z dumą oznajmia, że skończyła. Słychać babcine ochy i achy, a wśród nich stwierdzenie „…i jak długo sobie to układałaś, pięknie!„. Na co moja córka odpowiada „Bo to była babciu bardzo przemyślana STYLIZACJA„.

#noprzecież #niewiedziałaś?!

* * *

Lenka koloruje kolorowankę. Przewraca strony i przewraca. W końcu pytam „Lena, a może tą rybkę pokolorujesz?„. Na co Lena patrzy na mnie z pogardą i pełnym oburzenia głosem mówi „Ależ mamo! Haha, to nie rybka! Przecież to kaszalot, taki jakby wieloryb!„. No tak, o ja głupia, jak mogłam nie wiedzieć?! Toż to takie oczywiste…

* * *

Ja: Lena, posprzątaj zabawki, bo zaraz idziemy się kąpać.

Lena: Nie.

Ja: A dlaczego?

Lena: Bo nie.

Ja: Lena, ale to nie jest argument…

W końcu urządziliśmy wyścigi w sprzątaniu i zabawki zniknęły z podłogi. Kilka dni później, w wannie:

Ja: Lenka, myjemy dzisiaj głowę.

Lena: A dlaczego?

Ja: Bo włoski są już brudne.

Lena: Mamo, to nie jest argument!

#mojaszkoła #szybkosieuczy #uczeńprzerósłmistrza

* * *

Bawimy się lekarskim zestawem. Ja lekarz, Lena pacjent. Przychodzi i mówi „Boli mnie noga, zrób mi operacje„. Rach ciach, operacja zrobiona. Przychodzi znowu mówiąc „Zrób mi operacje na oko„. Rach ciach operacja zrobiona. Za chwilę wraca, kładzie się i mówi „A teraz mamo zrób mi TREPANACJE CZASZKI„.

#mówitrzylatek #rośniemilekarz

* * *

Niedzielna msza w kościele. Lena z tatą siedzą blisko ołtarza.  Cisza jak makiem zasiał, bo to tuż przed rozpoczęciem mszy. Lena u taty na kolanach patrzy na niego i patrzy, w końcu dotyka dłonią jego policzka i oznajmia donośnym głosem „O tatusiu, ogoliłeś się w końcu!„. Kurtyna? O nie nie! W połowie mszy Lena troszkę się nudziła, a że pogoda ładna, to postanowili postać przed kościołem. Wychodząc Lena szarpie tatę pytając na cały głos „Tato, to już tak szybko się pomodliliśmy?!„.

* * *

Mąż mój postanowił zmienić swój imidż na wiosnę i – tak jak zwierzęta zrzucają futro – to i on trochę włosów sobie uszczuplił. Skrócił te na głowie i (wreszcie!) przyciął brodę. Wraca do domu, przyznać muszę (z niechęcią), że skubany zgubił z 10 lat jak nic. Lena podchodzi, patrzy, ogląda, po czym stwierdza z dumą w głosie „Tatusiu, ale ty jesteś przystojniaczek!„.

Facebookgoogle_pluspinterest

Dodaj komentarz